Pociąg wtoczył się na stację. Opóźniony tradycyjnie o 10 minut (z przyczyn niezależnych rzecz jasna) wyjazd. Zaskoczenie goniło zaskoczenie. Czysty, nowy wagon podróżny, WARS w którym dało się coś zjeść i który był ładny, porządne i pachnące przez całą podróż toalety. Prąd w gniazdkach. Uprzejmi konduktorzy. Wyciszone wagony. Wow.
Na miejscu, w Szczecinie następnego dnia wybraliśmy się na Cmentarz. Autobusy, tramwaje wręcz tłoczyły się, aby nas zabrać. Nie pamiętam, kiedy ostatnio jechałem w takim luzie 1 listopada na i z cmentarza. Pozytywne zdziwienie.
Tradycyjnie przed podróżą kupiłem książkę do czytania w czasie weekendu. Tym razem padło na Naomi Klein, której „No Logo” wchłonąłem z wielką przyjemnością. Spodziewałem się kolejnej alterglobalistycznej biblii, tymczasem będąc w okolicach połowy Doktryny szoku (całość liczy ok. 550 stron!) – jestem wciąż bombardowany akademickim wykładem i odsądzaniem od czci i wiary Miltona Friedmana, neoliberalizmu i „chłopców z Chicago”. Wykład ów ponurą wyliczanką wszelkich transformacji ustrojowych jest – ale nie proponuje żadnej alternatywy poza bliżej niesprecyzowaną „kooperacją pracowniczą”. Może dalej będą jakieś konkrety. Interesujące dzieło – ale demagogiczne. Zdziwienie.
Popularity: 17% [?]
No właśnie zawsze przykre jest to, że wszyscy „alternatywni” z łatwością pokazują, co jest złe (część słusznie wskazują), ale nigdy nie mają spójnej koncepcji na poprawę i sprowadza się to zwykle do enigmatycznego „wiecie, rozumiecie”.
Nawiasem, apel: kto ma pożyczyć „No logo” (papierowe)? Nie czytałem, a często się pojawia…
Tych zaskoczeń kolejowych to zazdroszczę ;)