Jak wszyscy, z braku innego dobre źródła informacji o polskim internecie czytam Antyweba. I jak w realu, znajduję tam rzeczy czasem dobre, czasem śmieszne, od czasu do czasu słabe a nierzadko mało zabawne. Do tej ostatniej kategorii należy wpis Na co idą pieniądze z 8.1 PARP czyli kto ile dostał?
Podobnie jak autor, który nie chce generalizować (dopuszczając się jednak zjadliwych komentarzy) tak i ja, chcę poczynić istotny przypis: Znakomicie zdaję sobie sprawę, że niektóre z zaprezentowanych projektów, zostały stworzone po to, aby efektywnie wyciągnąć pieniądze od Unii, a nie aby na siebie zarobić.
Nie chcę dzielić włosa na czworo, czy jest to moralnie uzasadnione czy nie – ale to prawda. Istotna jest to, że te pieniądze i tak zostają w Polsce i są wykorzystywane a jak zapewne Grzesiek sobie zdaje sprawę – PARP ma problemy aby pieniądze wydać.
Chciałbym jednak przypomnieć o kilku faktach:
- projekty w ramach dofinansowania 8.1 mogą trwać do (dwóch?) trzech lat. Nie pamiętam kiedy ruszyła pierwsza runda finansowania, ale było to nie dawniej niż rok temu. W związku z tym, ciężko oczekiwać, że dostaniemy w tym czasie coś innego niż wczesna beta,
- bez wiedzy na temat biznesplanu/harmonogramu wydatków ciężko jest prognozować na co konkretnie dany beneficjent otrzymał dofinansowanie,
- w ramach „astronomicznych” dotacji, będących de facto zwrotem 85% kosztów znajdują się również szkolenia i kursy, które w ramach projektu mogązostaćprzebyte, stanowiąc trwała wartość która może (acz nie musi) wpłynąć na poziom merytoryczno-intelektualny całej branży,
- projekty mają w ciągu 3 lat trwania dotacji/dofinansowania wypracować model biznesowy, który pozwoli na zarobienie realnych pieniędzy,
- nie ma co oczekiwać, że wszystkie projekty będą innowacyjnymi pomysłami na miarę „polskiego Google”.
W moim odczuciu projekty są oceniane pod kątem bardziej biznesowym, a mniej internetowym. Czy to dobrze, czy źle? Jeden z komentatorów pod tym nieszczęsnym wpisem, wspominał o kwocie 150 PLN za wniosek. Jak na wynagrodzenia warszawskie… to mało.
No właśnie – bardzo kuszące staje się przeliczenie, czy 500 tysięcy złotych na projekt do realizacji w ciągu dwóch lat do dużo czy mało ? Spróbujmy policzyć koszty takiego przedsięwzięcia, bez uwzględniania inflacji i zmiennych kosztów, zakładając że etat to 8h pracy dziennie (a nie dorabianie „po godzinach”)
Proszę o wyrozumiałość przy tej kalkulacji, jako że jestem ekonomicznym dylentantem i mogę nie do końca orientowaćsię w zarobkach poza stolicą.
Pensje:
- 1x Kierownik projektu (właściciel firmy): 7100 brutto, 5000 netto
- 2x dobrzy programiści: 5700 brutto, 4000 netto
- 1x średni programiści/webdevloper: 4000 brutto, 2800 netto
- 1x administrator: 4000 brutto, 2800 netto
- 1x grafik na umowę o dzieło, „na akord” – 5000-7000 PLN (za pełną, przedyskutowaną pulę mockupów)
Koszty stałe (bez wynajmu biura), miesięczne
- obsługa księgowa: 500-1000 PLN
- hosting (bez kolokacji czy zakupu sprzętu – ceny za wynajem w hetzner.de- 3 maszyny po 99 euro każda) : ok. 1300 PLN
- telefony, papier do drukarki, koszty licencji na aplikacje itp: 200 PLN
Dodatkowe, opcjonalne koszty:
- audyty bezpieczeństwa
- audyty usability
- obsługa marketingowa/PR
- konsultacje system architekta
- zbudowanie świadomości firmy/produktu
- stworzenie identyfikacji graficznej
NIektóre z modeli biznesowych, mogą wymagać również istnienia sprzedawców/telemarketerów, których jednak nie uwzględniam z uwagi na zbyt dużą dygresyjność w stosunku do wpisu.
Koszty za miesiąc:
7 100 + 11 400 + 4 000 + 4 000 + 2 500 = 29 000 PLN
A gdzie PR, gdzie koszty promocji na Aulach, gdzie uczestnictwo w konferencjach branżowych, koszty kursów, literatury fachowej itp? Załózmy, że pochłania to tylko 1000 PLN miesięcznie.
Załóżmy też, że w ciągu dwóch lat projekt zacznie przynosić dochody, które zrównoważą koszty stałe.
Łączny koszt prowadzenia projektu: 30000 PLN miesięcznie x 24 miesiące = 720 000 PLN
Komentarz:
Program 8.1 tylko pozornie wydaje się prostym, sympatycznym programem, który „bez problemu” pozwoli zarobić pieniądze. W rzeczywistości, dofinansowanie dla „startujących” projektów jest w moim odczuciu na granicy opłacalności, jeśli zależy nam na stworzeniu produktu o wysokiej jakości, bez kompromisów.
Popularity: 21% [?]
To był sobotni poranek. Jechałem powoli taksówką, mijając morze ludzi otaczających zewsząd samochód.
Wysiadłem. Dziesiątki przybrudzonych autobusów, kolorowe rajstopy i majtki w rozmiarze XXL, chińskie parasolki, rumuńskie perfumy. Gruzińskie koniaki sprzedawane spod lady. Starsze kobiety obładowane torbami, nastolatki z trądzikiem, mężczyźni z czerwonymi nosami (10 rano!) nieprzytomnym wzrokiem poszukujący nieodgadnionych punktów w fasadzie Dworca PKS Stadion. Wielkie torby, skośne oczy, odór kebabu i niedomytych ciał.
Zaczepiając przypadkowe osoby próbowałem znaleźć PKS do Radzymina. Bezskutecznie. Zrezygnowany, zaczepiłem kierowcę pierwszego z brzegu autobusu, ubranego w niemodny sweter typu „późny Kononowicz”.
Miałem szczęście – akurat jechał przez Radzymin. Zażądał 4 złotych. Z zaskoczeniem obserwowałem, że bez problemu rozmienił banknot pięćdziesięciozłotowy i nie narzekając wydał resztę.
Usiadłem. Schowałem ze wstydem, czytane właście Zderzenie cywilizacji Huntingtona, które nagle wydało mi się tak akademickie….
Popularity: 28% [?]
Najpierw była „Miłość w czasach zarazy”,
potem „Miłość w czasach popkultury”
a teraz mamy ogólnodostępne serwisy pornograficzne…
Dawno dawno temu, w odległej galaktyce, zwanej dość potocznie Web1.0, można było znaleźć Treść. Content. Zawartość. Jak kto woli. Potem przyszła Pierwsza Bańka. Internetowa. Pojawiły się pierwsze serwisy, portale, sklepy.
I nastąpił pierwsze internetowe pęknięcie.
Minęło kilka lat. Rozwinęły się technologie, frameworki i nowe zawody. Duzi i źli zarobili wystarczającą ilość pieniędzy, by wymyślić kilka dobrych rzeczy. Nastał rok 2007 i Web2.0. To było nawet ciekawe, bo przy komputerach zaczęło się robić tłoczno i z sieci zaczęli korzystać nasi rodzice, ciotki i dziadkowie. Ich głównie interesowały kontakty na serwisach społecznościowych i możliwość taniej komunikacji.
Równolegle pojawiło się nowe pokolenie. Bez względu na to, czy nazwiemy je pokoleniem Goldenline czy pokoleniem 1200 brutto – to oni są targetem reklamodawców. To oni zaśmiecają sieć, są odbiorcami JoeMonster, pudelka i Youtube. Używają pingera, mixera i wrzuty i innych złowieszczych wynalazków.
Za kilka lat przyjdzie kolejna internetowa bańka połączona z jakimś nowym buzzwordem i kolejną technologią. Ale czy wtedy będzie można jeszcze w sieci cokolwiek ciekawego znaleźć? I tak mnie zastanawia – czy my naprawdę jako zbiorowość chcemy żyć obciachem i tabloidowymi wiadomościami?
Popularity: 18% [?]
Dawno dawno temu, kiedy wszyscy byliśmy, piękni, młodzi, biedni i głupi, mieliśmy swoje ideały, przekonania, wzniosłe plany i cele.
Wraz z upływem lat, chąc pozostać w radosnym tłumie innowatorów, szliśmy na kompromisy. Pozostając nadal biedni, acz będąc nieco starsi i mądrzejsi (ale nadal piękni! :)) znajdujemy nowe życiowe znaczniki, jakże odmienne od naszych wcześniejszych założeń.
Kiedyś nie wyobrażałem sobie, aby moja sygnaturka mogła przekraczać 4 linijki, że będę odpowiadał NAD wiadomością i że nie daj boże, będę wysyłał maile w HTMLu. Dziś, no coż…
Wcześniej, pisanie raportów wydawało mi się kompletnym absurdem, a spotkania integrujące niepotrzebną komplikacją. Dziś, bez przeczytania kilku raportów z opisem postępów czuję się nieswojo. Do swoich zadań (których lista sięga setki) mam program, który integrując się z komórką, Mail.appem, przeglądarką i czytnikiem feedów bezlitośnie wytyka mi moje opóźnienia.
Do niedawna, posiadanie (pseudo)biznesowego telefonu, było dla mnie szpanerstwem i niepotrzebnym lansowaniem się – dziś iPhone drastycznie zmienił mój sposób korzystania z sieci (pytanie, na ile na lepsze…) i nie wyobrażam już sobie komórki bez klienta e-maila.
Kilkoro z moich znajomych zarzekało się, że nigdy nie założą garniturów i krawatów. Dziś widzę ich w eleganckich, markowych marynarkach.
Kiedyś…. Dziś….
I pewnie ten wpis też jest pewnym kamieniem milowym. Na który z ironią i pobłażaniem spojrzę za jakiś czas.
Popularity: 21% [?]
Tu miała być propaganda sukcesu, ewentualnie epitafium porażki.
Nie będzie. Sukces? ;)

Popularity: 17% [?]